Informacje kulturalne

AKTUALNOŚCI

RSS

Wpis nr 194 (175 z 176) Więcej wpisów | | | Pierwszy

43. Spotkania z Twórczością Bardów

07.03.2019, 12:27:18

Bardograjka przez 10 lat niepostrzeżenie lecz systematycznie poszerzała swoje terytorium i nagle, z początkiem AD 2019 okazało się, że pole jej rażenia sięga hen! za Odrę i Ren aż po Tamizę. Styczniowa wieść niosła, że bohaterem 43. Spotkania z Twórczością Bardów będzie artysta z Londynu (tego Londynu!). Transfer doszedł do skutku i oto 23 lutego gościnne progi CKiP przekroczył... krajan, sam swój – Marcin Skrzypczak. Pieśniarz, poeta, kompozytor i gitarzysta pochodzi z rodzimego Pomorza, lecz życie rzuciło go na Zachód, w fascynująco – przerażający, piękno – straszny tygiel w sercu anglosaskiej niegdyś krainy...
Marcin rozpoczął wieczór od rozważań o kulturze, wciąż rozgrzewającej serca nałogowej (słowo klucz) dyscyplinie, która leczy i okalecza jednocześnie. „Piosenka KULTURAlna” z imponującym solo pana Franka, dała cierpki przedsmak minorowych tonów, jakie tego wieczory rozbrzmiewały często:

„ja już nie wierzę w nic na świecie
ja już nie wierzę w to że jestem
ja już nie wierzę wam chłopaki
ja wiem już dokąd to prowadzi”.
Na drugi ogień poszła dynamiczno – liryczna pieśń do słów wiersza ukochanej poetki bohatera Bardograjki Ewy Lipskiej „Jeszcze przez chwilę być szczęściarzem”, opowiadająca o przemijaniu i niestygnącym pragnieniu, aby ocalić coś jeszcze:
„Dotyk twoich ust nad ranem,
wschody słońca przegadane.”
W refleksyjnej „Pastorałce z zawężonym widnokręgiem” Marcin słowami Adama Ochwanowskiego zaczepiał Stwórcę:
„Co by było Panie Boże, gdyby Cię nie było
Może mniej by się cierpiało, może mniej się piło
Wierszy pisać bym nie musiał, zawierzać sam sobie
I nie mamił by mnie obraz w potrójnej osobie
Mostów nikt by już nie palił, bo to nic nie zmienia
I przytulił by się wreszcie kamień do kamienia”.
Nie było w tym jednak bluźnierstwa, raczej czuły wyrzut. Bunt – żarliwy, gorzki, zawodzący i... bezowocny – tętnił za to w pieśni „Zmyślony” z imponującym gitarowym wstępem:
„wypowiadam wojnę tobie wielki świecie (…)
wypowiadam pokój tobie wielki świecie (…)
wypowiadam siebie tobie wielki świecie (...)”.
Lżejsze strofy „Piosenki podbojowej” traktującej o zwyczajach godowych w dresiarsko-blacharskim świecie niby rozbawiły, niby rozluźniły, ale w co czujniejszych słuchaczach pozostawiły niepokój...
Dramat bezsilności powrócił w utworze o głodzie miłości najpotężniejszym i najbardziej bezbronnym na świecie. Z i tak już szarpiącego serce wiersza Ewy Lipskiej „Dom Dziecka” uczynił Marcin jedną z najsmutniejszych piosenek świata:
„Trzydzieści par wyciągniętych rączek
ale tylko po łyżki do zupy mlecznej.
Trzydzieści par oczu otwieranych we śnie
aby dojrzeć rodziców na wzgórzach cukierków.
(…) Trzydzieści par nóżek
stoi przed nieczynną zwrotnicą
i oczekuje na wjazd domu”.
Pocieszenia nie przyniosły kolejne strofy pod wymownym tytułem „Dokąd tak można”:
„bezwiednie włóczyć się
w teatrze „życie” grać
w chorobie ciągle tkwić (…)
zapalam świeczkę – płonę
gdzieś w sercu ziemi”.
Chwilę wytchnienia przyniosła „Bezzębna Wenus”. Chociaż groteskowo śmieszna, zawierała nieśmiałą tezą, którą przy odrobinie dobrej woli można uznać za krzepiącą: nawet miłości z pozoru powierzchownej można być pewnym – wystarczy się poświęcić.
Koniec laby – zdawał się po belfersku komunikować Marcin, gdy zapowiadał „Kolędę wędrującą” do słów Adama Ochwanowskiego. Przepiękne dźwięki intra przerodziły się w przejmującą pieśń o dwoistości ludzkiej natury:
„Wędrujemy do stajenki, plączą nam się drogi
Raz o niebo raz o piekło obcieramy nogi (…)
Na sianeczku Jezus kwili, Jezus kwili, Jezus
Klęczą przy nim Ci co potem Go zabili”.
„Chomik” Georgesa Brassensa całkowicie zmienił nastrój publiczności. Zanim dotarło do niej, że po wielu srogich zimach niejeden z nas skończy w roli filozofa, niefrasobliwym śmiechem puentowała kolejne przypadki temperamentnego gryzonia. Rubaszne heheszki zamienił bard w półuśmiech zadumy, śpiewając wiersz ks. Janusza Stanisława Pasierba „Tylko ogień”. Delikatna, ciepła, kojąca pieśń rozlała się po sali jak balsam:
„nie odróżnia mnie od rzeczy
oddech ani serca bicie
tylko ogień (…)
i z Bogiem mnie nie połączy
obłok chłodny czy powietrze
tylko ogień”.
Ciepło przeobraziło się w żar rozpaczy, trawiącą gorączkę skargi, przeszywającą modlitwę zesłanych, wygnanych, więzionych w łagrach. Władzę absolutną nad słuchaczami objęły „Suplikacje” Beaty Obertyńskiej:
od powietrza na wichrze w skos prutego twarzą,
od ognia - kiedy nocą odejść ci go każą,
od tajgi, co do kolan moczarem namaka,
od urwanej podeszwy,
od skradzionego chlebaka
- wybaw nas, Panie! (…)
my brudni,
my obdarci,
my aż śmieszni chwilami,
my pocieszni,
my grzeszni,
Ciebie Boga błagamy”.
Bohater Bardograjki nie opuścił posterunku także na czas kolejnej pieśni. Tym razem stał się orędownikiem siłaczy szarej codzienności. Wybrzmiał wiersz
„Atletom polskim” Zbigniewa Joachimiaka, którego oryginalna, „narastająca” forma oddała znój i mękę „ćwierćwiekowego rygoru wstawania o piątej rano by zdążyć na pociąg do pracy”.
Na bis nienasyconym kraśniczanom zaserwował Marcin piosenkę tkliwą jak kołysanka, o przecudnym, baśniowym wstępie – z „Jeszcze nie” dokonał się powrót do lat dziecięctwa:
„pierwsza wyprawa pustynna wyspa
okopy zdarzeń nieznana przystań
walczące światy z ołowiu rany
na śmierć i życie dobro wygrywa”.
Bis numer dwa wykonał bard razem z publicznością. Zrobiło się rzewnie, nostalgicznie i do bólu życiowo, gdy słowami Okudżawy słuchacze rozpamiętywali pierwsze, drugie i trzecie miłości, wojny i kłamstwa.
Marcin Skrzypczak był tego wieczoru czarodziejem smutku. To co mówił przeczyłoby wprawdzie frasunkowi – opowiadał anegdoty, żartował, zapowiadał kolejne utwory lekko i z dystansem – ale emocje do granic wypełniające każdy ze śpiewanych wersów z (jak sam przyznał) schizofreniczną przewrotnością pokazywały, czy bliżej mu do światła czy mroku. Mistrzem nastroju nie został Marcin przez przypadek, posiada bowiem wszystko co potrzebne do sprawowania rządu dusz: ciepły, mocny głos o charakterystycznej, urzekającej barwie, wirtuozerię, która sprawia, że bez litości szarpane struny gitary posłusznie dają z siebie to, o co tylko prosi, wreszcie wrażliwość filologa i odwagę humanisty, wyzierające z każdego ukochanego od lat, odkrytego nagle lub napisanego własną dłonią wiersza. Suma tych darów poraża i chociaż podczas Bardograjki niegdysiejszy pan od polskiego zaprzągł je w służbę melancholii, okazały swą dobroczynną moc, wywołując w słuchaczach katharsis.
Oczyszczeni na przedwiośniu miłośnicy piosenki literackiej czekają teraz z utęsknieniem na wiosnę. Niezawodna bardograjkowa forpoczta głosi, że przywiezie ją z Krakowa pewna urodziwa pani...

1-1.jpg


2-1.jpg


3-1.jpg


4-1.jpg


5-1.jpg


6.jpg


FACEBOOK


PARTNERZY

Urząd Miasta Kraśnik Starostwo Powiatowe w Kraśniku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Kraśniku Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Kraśniku Miejska Biblioteka Publiczna w Kraśniku Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Kraśniku Centrum Wolontariatu Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie

Ta strona używa pliku COOKIE z zapisanym identyfikatorem sesji użytkownika w celu optymalizacji. W przypadku skorzystania z formularzy tworzony jest tymczasowy plik COOKIE, który zabezpiecza formularze przed wielokrotnym wysłaniem wiadomości. Strona korzysta także z plików COOKIE systemu Google Analytics w celach statystycznych. Możesz dowiedzieć się więcej na temat tych plików z polityki prywatności Google. Żadne wrażliwe dane nie są zbierane. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu.

Zamknij [X]