Informacje kulturalne

AKTUALNOŚCI

RSS

Wpis nr 199 (180 z 187) Więcej wpisów | Ostatni | | | Pierwszy

Bardograjka nr 44 - relacja

16.04.2019, 14:10:40

Bardograjka nr 44 - relacja

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w legendarnym Grodzie Kraka jest magiczne miejsce zwane Piwnicą pod Baranami. W pałacowych podziemiach od ponad sześciu dekad śpiewają i grają szarlatani słów i dźwięków, natchnieni i szaleni autsajderzy, komentujący zachwycająco - oburzającą rzeczywistość lirycznie, panegirycznie lub obelżywie... Stamtąd 30 marca, niczym góra do Mahometa, przybyli Pan z burzą włosów i urodziwa Pani. Zanim jeszcze w fiotetowym żakiecie ze złotym szamerunkiem powitała zgromadzoną publiczność, za samo pojawienie się na scenie zebrała gromkie brawa. Nazywała się Agata Ślazyk...
Koncert otworzyło namiętne i buntownicze credo pieśniarki:
„wszystko co mam
to te melodie i kilka zdań (…)
i to daje mi pewność że jestem
nie mów mi z cynicznym uśmiechem
jak mam żyć
bez tego skrawka wyrwanej władzy
nie znaczysz nic”.
Następna piosenka opowiedziała o – powtórzone za autorką – „najdoskonalszym pokarmie na świecie”:
„żywię się marzeniami
rozczarowania żywią się mną
lecz wolę to niż bez nadziei żyć”.
Kolejny utwór – „refleksję sowy praktykującej” – należałoby obwołać hymnem wszystkich tych, co o 10 rano jeszcze w poziomie, mierzeni pogardliwym spojrzeniem ze szczytu skowronkowego pionu. Jest w nim kwintesencja porannego sowiego niepokoju i rozbrajająca przewrotność lękliwie-odważnego patrzenia życiu w twarz:

„znów za długo spałam
bo się bardzo bałam
że mnie nie wystarczy
na cały dzień
(…)
i tak co dzień rano
biorę życie za rogi
kołdry”.

Senność pierzchła zupełnie, gdy ceną zawładnął liryczny rockandroll, dynamiczna rozprawa o zawiłościach i paradoksach najpotężniejszego z uczuć:
„nie wierzysz
kiedy mówię kocham
ja sobie też nie wierzę
to słowo zawsze wydaje się za duże
(…) rozrasta się tak
że nie ma już miejsca
ani dla mnie ani dla ciebie”.
Serca słuchaczy podbiła także następna piosenka, mówiąca o wolności w sposób sympatyczny i niepompatyczny, bez patosu wielkich liter:
„dobrze się czuję w mojej kurtce
do jej granatu pasuje mój wzrok
wcale nie musi być ładnie
wcale nie musi być pięknie
wystarczy że ręce nie marzną w kieszeniach
i mogę iść dokąd chcę”.

Szpilka gorzkiego memento ukłuła chyba wszystkie obecne na sali co wrażliwsze sumienia:
„każde słowo którym kiedyś zraniłeś
bliskie ci serce powróci
znajdzie cię w chwili bezbronności
i będzie nie do przespania snem”.

Ku pokrzepieniu serc autorka omówiła z sukcesami stosowaną przez siebie od lat zasadę nielimitowanych rozczarowań, zachęcając do tego, by nigdy się nie poddawać, krótkim białym wierszem z cudowną puentą:
„z sercem na dłoni wyszłam
śpiewało
nagle ktoś splunął
kopnął moją dłoń
zostałam z tym moim sercem
jak zbity pies|
przytuliłam psa”.

W roli „kasownika nastroju” wystąpił czterowiersz odpowietrzająco – rozładowujący, trafiony w punkt, (oby) zalecany przez lekarzy i farmaceutów:
„złap dystans
weź oddech
i tak nie udowodnisz
że nie jesteś wielbłądem”.

W piosence „Nie daj się zjeść”, która dała tytuł całej autorskiej płycie Agaty Ślazyk, pobrzmiewał Leśmianowski heroiczny humanizm. Pogodna smutkiem pieśniarka dała publiczności piękną, cenną radę – by zamienić „strach na ciekawość niepewnych dróg”:
„kiedy smutkom powiesz dość
zrzucisz z ramion nie swój głaz
powita cię nieznany świt
poczujesz smak słodkiej łzy (...)
nie odwracaj się do strachu plecami
nie pozwól głupio się zjeść”.

Zanim wybrzmiała kojąca treść wiersza Anny Czachorowskiej „Póki mamy marzenia”, nastąpiła jedna z najdonioślejszych i najpiękniejszych chwil w historii Bardograjki. Słowa:
„gdy będziemy już w niebie
szarość dnia codziennego
w święte złoto się zmieni”
Agata Ślazyk poprzedziła fragmentem chorału gregoriańskiego. Anielski głos rozlał się po sali, zapierając dech w piersiach publiczności na długo...

Słuchacze trwali jeszcze w niemym zachwycie, gdy bohaterka wieczoru wykonała nastrojową woltę, prezentując swoje kabaretowe wcielenie w pastiszu przeboju Wojciecha Gąssowskiego sprzed lat. „Gdzie się podziali ci pioszenkarze?” - zastanawiała się słowami Bonifacego Dymarczyka i gdyby przymknąć oczy można by przysiąc, że to nostalgiczne pytanie stawia sama Helena Vondrackova...
Bardograjkowicze śmiali się także przy następnym utworze, opowiadającym o cywilizacyjnym pojedynku Polinezja – Polska. Śmiech zaczął jednak uwierać w gardle, gdy w finale okazało się, że polski postęp polega nie na tym, że się u nas czci staruszków, ale na tym, że się ich eliminuje za pomocą głodowej renty, a nie – jak w barbarzyńskim kraju – maczugą...
Kolejna piosenka mogłaby stanowić manifest świadomych swej wartości kobiet, ale znakomicie pełniła także rolę... wentylu bezpieczeństwa. Świetnie czująca bluesa Agata śpiewała:
„może nie jestem ciepłym pączusiem
ani wesołą żabcią
do byle kogo się tulić nie muszę (...)
lecz kiedy coś mi się nie powiedzie
i zapragnę być blisko z tobą
to pamiętaj, że jestem tylko słabą, bezbronną istotą”.

Echo „la donna e mobile” dobiegało także z pierwszego bisu, ze spisanych ręką śp. Bonifacego Dymarczyka słów. Była w nich pasja silnej, odważnej kobiety, prowokacja i przekorny apel do mężczyzn, by nie bali się „Komediantki”:
„komediantka
ciągle słyszę z wielu ust
komediantka
sztuczne rzęsy, sztuczny biust (...)
w jednej babie masz cały harem”.
Brawa dla piwnicznych artystów długo nie chciały zamilknąć. Pożegnali się z kraśnicką publicznością balladą Wiesława Dymnego i Jana Kantego Pawluśkiewicza „Pejzaż horyzontalny” - industrialną, lecz mimo to bardzo pogodną i romantyczną.
Pierwsza tej wiosny Bardograjka była wielkim świętem piosenki literackiej. Kraśnicka publiczność oddała się bez reszty w ręce krakowskich artystów. Warto było, bo to najlepsze ręce, w jakie spragnione treści pięknoduchy mogły złożyć swój czas i uwagę, w zamian otrzymując duchową strawę najwyższej próby. Teksty zwięzłe, jasne, pełne uczuć. Emocje prawdziwe, odważnie wyznawane, nacechowane kobiecą wrażliwością. Przekaz cenny, budujący, pozytywny. Kawał dobrej muzyki – popu, rocka, bluesa. Wreszcie charyzmę szanującego się i świetnie uzupełniającego scenicznego duetu. Agata Ślazyk ma głos potężny i czysty, tkliwy lub zadziorny, wedle życzenia dysponującego nim z wielką swadą i kulturą właścicielki. Gra przy tym pięknie na gitarze, oprawiając poruszające obrazy z wierszy w wykonane na miarę ramy. Podczas recitalu często akompaniował jej Tomasz Kmiecik, rozumiejący i czujący tekst kompozytor, a także grający całym sobą pianista wirtuoz. Gwarantem artyzmu tej dwójki są zresztą trzy słowa – Piwnica pod Baranami. Szlachetne pochodzenie z pewnością determinuje twórcze losy bohaterów wieczoru, tym bardziej uderza i urzeka ich skromność, serdeczność, otwartość. Uosabiają zamysł spirytus movens Bardograjki Jacka Kadisa, by kraśnicką scenę udostępniać artystom, którzy są jednocześnie dobrymi ludźmi.
44. z cyklu Spotkań z Twórczością Bardów przeszło do historii. Wielbiciele poezji śpiewanej z Kraśnika i okolic zadowoleni i syci dotąd jeszcze głaszczą się po brzuszkach. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, więc z niecierpliwością czekamy na kolejną ucztę...


krasnik2019_gz_08.jpg
Fotorelacja


FACEBOOK


PARTNERZY

Urząd Miasta Kraśnik Starostwo Powiatowe w Kraśniku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Kraśniku Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Kraśniku Miejska Biblioteka Publiczna w Kraśniku Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Kraśniku Centrum Wolontariatu Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie

Ta strona używa pliku COOKIE z zapisanym identyfikatorem sesji użytkownika w celu optymalizacji. W przypadku skorzystania z formularzy tworzony jest tymczasowy plik COOKIE, który zabezpiecza formularze przed wielokrotnym wysłaniem wiadomości. Strona korzysta także z plików COOKIE systemu Google Analytics w celach statystycznych. Możesz dowiedzieć się więcej na temat tych plików z polityki prywatności Google. Żadne wrażliwe dane nie są zbierane. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu.

Zamknij [X]